Alice in Warsawland: lutego 2011

czwartek, 17 lutego 2011

Wenecja Północy


Szwecja to piękny i malowniczy kraj, do niedawna też tajemniczy. Głównie za sprawą położenia geograficznego, trzymała się na uboczu Europy i nie dążyła do integracji z resztą kontynentu. Bogata, samodzielna i samowystarczalna celebrowała swoją skandynawską odmienność, wcale nie czując się z tego powodu wyobcowana. Na przestrzeni lat, przede wszystkim za sprawą integracji europejskiej, Szwecja przysłowiowo „wyszła do ludzi”. Tanie linie lotnicze umożliwiły konwergencję czasoprzestrzenną, a turyści rozpoczęli gromadnie Skandynawów odwiedzać. Okazało się że wbrew stereotypom, Szwedzi wcale nie są zimni w obyciu i wycofani, ale to ludzie przyjacielscy, kontaktowi i obdarzeni rewelacyjnym poczuciem humoru. Są ciekawi świata i chętni do nawiązywania znajomości. Uwielbiają zabawę, tańcząc i pijąc do późna w klubach i pubach. Świetnie ubrani, zadbani, z fryzurami niczym Brad Pitt w „Bękartach wojny” i bardzo bardzo przystojni, stanowią łakomy kąsek dla turystek (i turystów :-).

Stockholm, nazywany również „Wenecją północy” prezentuje się olśniewająco, tak jak na stolice przystało. Zbudowany na czternastu wyspach połączonych ze sobą 53 mostami stanowi prawdziwe miasto na wodzie. Obecnie jest bogatą i prężnie rozwijającą się metropolią, ale względy ekonomiczne nie zaburzyły jego spokojnego rytmu. Życie tutaj toczy się powoli, a mieszkańcy są mistrzami w celebrowaniu prostych przyjemności.

Miałam to szczęście, że również ja mogłam zakosztować magii Stockholmu. Muszę przyznać, że miasto zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Przyleciałam do stolicy na wieczór, sądziłam, że po zmierzchu za dużo nie zobaczę, ale bardzo się myliłam. Stockholm wydaje się być olbrzymi i niesamowicie przestronny, co dodatkowo potęguje szklana architektura. Ponadto wszystkie domu, biura i urzędy są rozświetlone. Co ciekawe, nikt nie używa tam zasłon, także ulice skąpane są w świetle niczym za dnia. Ulice są czyste, ludzie pomocni i pogodni. Design jest oszałamiający. Nie mogłam oderwać się od sklepów, byłam z nich dosłownie wywlekana przez towarzyszkę podróży. Wspaniałe galerie i zabytki, piękne widoki. To prawda, że ceny przyprawiają o zawrót głowy, ale warto w tym mieście zrezygnować z oszczędzania. I również warto wybrać się na clubbing. Dje z najwyższej półki, wystrój klubów pierwszoligowy. Aż mi smutno jak o tym teraz piszę. Droga powrotna do Polski upłynęła nam w ciszy. Wielki smutek zagościł w naszych serduszkach… Póki co Stockholm musi zostać dla Nas jedynie miejscem wypadowym, ale dobrze jest mieć tak spektakularne koło ratunkowe!

piątek, 11 lutego 2011

Kobiece prawo do szpilek


„Kobieto! Puchu marny!” Bynajmniej! Czasy opisywane przez Mickiewicza odeszły do lamusa ustępując tym samym miejsca nowej rzeczywistości. W dzisiejszych czasach to kobiety rządzą światem i to kobiety muszą z nim codziennie toczyć boje. Nie mają już dzielnych rycerzy w lśniących zbrojach do obrony. A żeby mogły robić to z gracją i przy okazji uratować jakiegoś zbłąkanego mężczyznę z opresji, potrzebują odpowiedniego oręża. Butów!

Życie jest agresywne jak nigdy dotąd, rządzone nie tyle brutalnymi prawami natury co bezwzględnymi prawami rynku. W obliczu pokoleń wychowywanych bez ideałów, pokoleń odczuwających strach na myśl o odłączeniu od Internetu, coraz trudniej jest zachować zdrowy rozsądek, spokój ducha i cenne wartości. Co zrobić kiedy czas wycieka spomiędzy palców, samotność chłoszcze po twarzy a zegar biologiczny bezwzględnie tyka? Należy stanąć na wysokości zadania! A ponieważ żyjemy w warszawskich realiach a nie w nowojorskich, nie dane jest nam użyć do tego szpilek od Manolo, ale też potrafimy sobie radzić. I to z jakim skutkiem!

Każda z tych kobiet chce być wyjątkowa. Każda z nich jest wyjątkowa! One nie znoszą schematów, wrzucania w sztywne ramy, bez znaczenia czy to przez społeczeństwo, mężczyzn czy rywalki. Chcą być wolne i móc kroczyć z podniesionymi głowami, bez zwracania uwagi na to czy to wypada. Skromność i uległość nie są już sexy! Teraz jest miejsce tylko dla kobiet z pazurem, wysublimowanych „zołz”.

Codzienność zmusza do kompromisów, przystosowywania się. Weźmy tytułowe szpilki właśnie – nie zostaną założone jeśli mężczyzna jest niskiego wzrostu, bo to ugodzi w jego delikatne ego. A czy ktoś kiedyś pomyślał o kobiecym ego? I właśnie dlatego, że nie, kobiety się zbuntowały i same przejęły kontrolę nad losem. Tym razem nie pozwolą sobie na bycie bezwładnym patykiem porwanym przez nurt rzeki. Teraz to one są rzeką, one narzucają rytm, wyznaczają reguły gry.

Kobiety mają prawo do szpilek! Kobiety mają prawo do wolności i do bycia odważnymi, do sięgania po marzenia. Czas wyjść na ulice i dumnie kroczyć. Idzie nowe i niewiadomo co tym razem przyniesie, dobrze, żeby spotkało je kiedy będą twardo stały na własnych, olśniewająco pięknych nogach.

środa, 2 lutego 2011

Z miłości do warszawskich autobusów


Spędzam średnio 2 godziny dziennie na dojazdach i serdecznie tego nienawidzę. Już nawet nie chodzi o bezsensowną stratę czasu, ale o warunki jakie ZTM zapewnia podróżującym. Niczym glonojad przyklejony do ścianek akwarium, tak my przygnieceni do drzwi, kasowników lub innych pasażerów przemierzamy warszawskie ulice. Zanim jednak jest nam dane jechać wesołym chicken busem, to najpierw trzeba do niego wsiąść. A to, wbrew pozorom, wcale nie jest łatwe. Wszyscy bowiem tłoczą się przy wejściu, jako miejscu strategicznym, tworząc tym samym żywą przeszkodę nie do pokonania. Z tego powodu nie warto pastować butów przed wyjściem z domu, bo możemy być pewni, że zostaną zadeptane na amen. Jeśli przewozimy ze sobą coś cennego to lepiej to ukryć, ponieważ tłum stwarza idealne warunki dla pracy kieszonkowców. Gorzej oczywiście, gdy cała torebka jest wartościowa. Wtedy, podążając za moim przykładem, będziecie ją ze wzrokiem maniaka walecznie ochraniać przed wszelkiego rodzaju zagrożeniami.

Kolejnym cudownym czynnikiem motywującym do korzystania z dobrodziejstw komunikacji miejskiej jest smród. Tak, ludzie się nie myją. Tak, jest to obrzydliwe i trudne nawet do wyobrażenia, ale takie są fakty. A jak trafi się kurs wzbogacony o bezdomnego to poranne mdłości i trauma na resztę dnia murowane. W zimie dochodzi jeszcze aspekt ogrzewania, lub jego braku. I tak, albo jedzie się w saunie, albo w komorze kriogenicznej. Częściej jednak w saunie. W ciasnej, śmierdzącej, stojącej saunie klimatem z wagonów śmierci. Wrażenia i grypa następnego dnia – bezcenne.

Żeby jednak nie siać ponuractwa i nie kultywować narodowego pesymizmu na koniec oddam sprawiedliwość boskiemu ZTMowi. Gdyby Warszawa, zgodnie z europejskimi standardami, była prawidłowo skomunikowana i podróże nie zabierałyby połowy dnia, to nie mielibyśmy kiedy czytać książek! To co ostatnimi czasy zaobserwowałam to niezwykły wzrost poczytności literatury! Jeszcze kilka lat temu ludzie przeważnie słuchali jedynie muzyki płynącej z przenośnych odtwarzaczy MP3. Obecnie trend ten wyraźnie ewoluował i pasażerowie wrócili do pradawnych praktyk. Prawie wszyscy czytają! I to nie jedynie bezpłatne dzienniki METRO, ale książki. Prawdziwe, drukowane, często nawet grubsze niż 100 stron książki. Ba, raz nawet widziałam, że kobieta czytała Biblię! Jadłam wtedy nad jej głową Twixa, a ona zgłębiała księgi Mateusza. Prawdziwie mistyczna konsumpcja.

Reasumując – im gorzej tym lepiej! Im straszniejsze warunki będą panować w środkach transportu zbiorowego, tym więcej sposobów znajdą ludzie na odwrócenie swojej uwagi od rzeczywistych problemów. Będą wynajdywać coraz to dziwniejsze sposoby na izolację od czasowej przynależności do grupy. W mojej ocenie jest to smutne i pokazuje, że problemy leżą głębiej niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Z pewnością wiele osób czyta/słucha muzyki ponieważ to jedyne momenty, kiedy ma na to czas, ale wiele też robi to, aby ucieć przez kontaktem z nieznajomymi, aby ucieć w anonimowość. Takie jest moje zdanie, ale mogę się oczywiście mylić.