à la Ala: mężczyźni
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mężczyźni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mężczyźni. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 stycznia 2013

Genetycznie idealni

„Tylko pamiętaj, wybierz męża o dobrych genach!”

Ach te matki! Zawsze starają się przewidzieć nieprzewidywalne! Najchętniej chciałyby mieć rentgen w oczach połączony z funkcją wariografu, aby zawczasu wychwytywać najmniejszą nawet wadę u potencjalnych partnerów dla córek. Wszystko z troski i chęci ochrony przed całym złem świata. W końcu „dobre geny” są nie tylko gwarancją urody i zdrowia nienarodzonych jeszcze wnucząt, ale również mają przełożenie na jakość charakteru ewentualnego męża, czyli de facto jakość pożycia rodziny. Pytanie jednak nasuwa się samo – jak w obecnych czasach owe „dobre geny” się przejawiają? Po czym je rozpoznać?

Wydawałoby się, że dobre geny widoczne są gołym okiem. Wymarzony zięć jest wysoki, przystojny, z bujną czupryną, dobrze zbudowany, szarmancki, opiekuńczy, męski. Typowy ciemnowłosy amant, srogi dla otoczenia, najczulszy dla ukochanej, mądry i sprawiedliwy. Jednak czy na pewno taka jest definicja owych enigmatycznie nazwanych „dobrych genów”?

Od zarania dziejów kobiety w wyborze partnera kierowały się praktyczną strategią. Samiec był odpowiedzialny za opiekę, zdobywanie pokarmu, wykonywanie prac fizycznych i płodzenie dzieci. Musiał być zatem sprawny fizycznie, silny, wytrzymały. Zwykle oznaczało to krępą budowę ciała, barbarzyńskie rysy, ciemną czuprynę. W tej kwestii nie wiele odróżniało kobiety od lwic z Serengetii, które wybierając samca rozpłodowego kierują się kolorem i jakością jego grzywy. Większa i ciemniejsza oznacza siłę i zmultiplikowaną szansę na przetrwanie.

Kanony piękna jednak wyraźnie ewoluowały i obecnie krępy i niski zabijaka bardziej przypominający małpę niż zięcia, żadnej teściowej by nie ujął. Taka myśl nasuwa się jako pierwsza, jednak „dobre geny” wcale nie są równoznaczne z estetyką. Podobnie jak w zamierzchłych czasach tak i obecnie, „dobre geny” determinują szansę na przeżycie i jakość egzystencji. Tylko, że teraz nie umiejętność polowania i rozniecania ognia jest w cenie, ale umiejętność zarabiania i ekonomicznego zabezpieczania rodziny. Dziś to one warunkują bezpieczeństwo, którego tak kobiety pożądają.

Co zatem jest cenniejsze? Jakość fizycznych cech, ale roztrzepana głowa i pusta kieszeń, czy łysina, hobbici wzrost i mikroskopijne przyrodzenie, ale za to wynagrodzone pokaźnym kontem? Oczywiście każdy chciałby mieć „all in 1”, ale często trzeba wybrać. Psycholog David M. Buss przekonuje, że partnerów wybieramy według klucza reprodukcyjnego, czyli kobiety szukają zdrowych, silnych i bogatych mężczyzn. W badaniach, które przeprowadził wśród 37 grup narodowościowych w 33 krajach, kobiety największą wagę przywiązywały do zamożności partnera, co Buss tłumaczy ich troską o zapewnienie przyszłemu potomstwu poczucia bezpieczeństwa. Czy Carla Bruni zainteresowałaby się Nicolasem Sarkozym, gdyby nie był człowiekiem z władzą? Albo czy Melania Trump zwróciłaby uwagę na Donalda, gdyby ten nie był magnatem biznesowym? Również motywy naszej polskiej Kamili Łapickiej budzą kontrowersje.

Nie chodzi bynajmniej o wartościowanie miłości, ale o afrodyzjaki, o to co obecnie przyciąga kobiety. Jakie aspekty dziś decydują o powodzeniu? Odpowiedź może być brutalna, ale czy koniecznie zła i naganna? Otóż nieurodziwy lecz majętny potworek może być równie kochanym i ciepłym partnerem jak szaleńczo przystojny biedak. Pytanie brzmi co w takim razie oznaczają „dobre geny”? Bo jeśli szansę na przetrwanie i egzystencję na wyższym poziomie to w dzisiejszych czasach wygrywa „Pan z bramki numer jeden”.