à la Ala: like
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą like. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą like. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lutego 2013

Likers gonna like

W przestrzeni społecznej pojawią się coraz to nowe zjawiska. Ostatnimi czasy najmodniejsza stała się pochwała wszystkiego i nienawiść wobec nienawistników. Nadszedł zmierzch ery haterów a niszę po nich przejmują likersi. W opozycji do swoich poprzedników nie charakteryzują się brakiem inwencji własnej, natomiast olbrzymią część energii skupiają na zachwycaniu się wszystkim. Padającym z ich ust i spod ich klawiatury "ochom i achom" nie ma końca! Skąd ta skrajność w reakcjach społecznych i dlaczego ludzi jest tak łatwo zachwycić?

Za haterami nikt nie przepada, nikt też za ich zmniejszoną aktywnością nie będzie tęsknić. Grono anonimowych wampirów emocjonalnych od zawsze karmiło się energią ludzi, którzy pragnęli w swoim życiu coś stworzyć, wykazywali się inicjatywą i odwagą, aby podzielić się z innymi swoją twórczością. Jak to z gustami bywa, owa twórczość raz bywała miałka, innym razem zachwycająca, ale za każdym razem znajdowała negatywnych recenzentów zgodnie z prawdą objawioną, że „tylko Ci, którzy nie robią nic nie będą krytykowani”. O ile merytoryczna krytyka jest budująca i mile widziana, to bynajmniej nie ona wypływała spod przepełnionych jadem (jakże kocham ten zwrot!) komentarzy od anonimowych autorów. Zjawisko haterstwa znane jest wszystkim twórcom, każdy zmagał się  z przykrościami, którym byli winni i uczył się sobie z nimi radzić. Z czasem ich działalność przestała być magiczna i nastąpiła degradacja mocy hejterów. A ponieważ natura nienawidzi próżni pojawiła się natychmiast nowa grupa, nazwana od przycisku z podniesionym kciukiem w geście aprobaty na Facebooku – likersów.

Kim są likersi? To osoby, zarówno twórcy jak i opiniodawcy, których naczelnym zadaniem jest zachwycanie się. Można ich porównać do klakierów, tylko, że likersom nikt za pozytywne komentarze nie płaci. Przynajmniej oficjalnie. Teoretycznie oni z własnej i nieprzymuszonej woli postawili sobie za punkt honoru lubić każdą, nawet najmniejszą inicjatywę innych. Jeśli sami też są twórcami to obowiązkowo muszą lubić swoich konkurentów w danej dziedzinie. Na słowa krytyki reagują w sposób politycznie poprawny i PRowo wyuczony – przyjaźnie! Wymyślili sobie ripostę idealną, którą recytują bez mrugnięcia okiem - "Każda krytyka to efekt zazdrości i płytkości autora i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością." Trzymają zgodny front, że każdy powinien mieć prawo do, i tutaj modny zwrot, „realizacji marzeń”, nawet jeśli forma tej realizacji jest obiektywnie rzecz ujmując paskudna.

Jak zatem odnaleźć się w gąszczu podziałów i moderowanych dyskusji? Czy każda krytyka oznacza haterstwo? Czy naprawdę należy wszystko bezkrytycznie podziwiać w imię ślepej pochwały jakiejkolwiek aktywności? W środowisku artystów i autorów niestety ale ten trend jest bardzo żywy. Negatywnie patrzy się na osoby, które nie omdlewają z zachwytu na widok kolejnej premiery filmowej czy literackiej, kreacji oscarowej, wpisu blogowego czy publikacji w kolorowym magazynie. Co się stało ze zdrowym krytycyzmem, wysokimi standardami i szczerością? Czy tylko poklepywanie po plecach obecnie się opłaca? Dlaczego nastąpiła ta swoista zmowa milczenia? Czy naprawdę nikogo już nie stać na szczerość nie podszytą złośliwością? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii na ten temat!