Alice in Warsawland: maja 2012

środa, 16 maja 2012

Daj się zgubić!


Jak najlepiej poznawać obcą kulturę, ludzi, miejsca? Jaki jest idealny przepis na podróżowanie, żeby nastrój się nie zwarzył, a zapał nie zwietrzał? Według mojej znajomej, kluczową warstwę stanowi lokalna kuchnia. Podczas posiłków w restauracjach, można zgłębić bogactwo historycznego dziedzictwa, przyjrzeć się z bliska stołowemu savoir-vivrovi, wziąć na widelce biesiadników. Dla mnie jednak jest to przepis zdecydowanie za drogi! Przynajmniej dopóki nie zaczniemy zarabiać w Euro. Nie sądzę również, że znajomość faktów historycznych czy ukształtowania terenu, są najważniejsze w procesie kształtowania się emocjonalnego odbioru miejsca X. Dlatego ja preferuję inny przepis, z kuchni fusion! Brzmi on następująco: Przygotuj mapę, przewodniki, GPS i co tylko możesz, po czym wyrzuć to do kosza i daj się zgubić! Tak, dokładnie, gub się i odnajduj, ile razy chcesz. Chodź bez mapy, bacznie obserwuj otaczającą Cię rzeczywistość, zaglądaj przez otwarte okiennice do sypialni lokalsów. Tak właśnie lubię robić ja.

Dane mi było ponownie umówić się z Barceloną na randkę. Odwiedzając miejsce kolejny raz, ma się ten komfort, że nie trzeba już zaliczać kolejek do wszystkich kluczowych punktów turystycznej mapy el extranjero! Można się włóczyć, oddychać lokalnym powietrzem, patrzeć w niebo. Tak też robiłam, w przerwach na zakupy, wiadomo. Co zaobserwowałam? Trochę „dziwactw”. Oto fajniejsze z hiszpańskich smaczków:

1. Wszyscy Hiszpanie są brodaci. Wszyscy!
2. Klatki schodowe kamienic są okrutnie wąskie! Mówię okrutnie, ponieważ nie ma szans, żeby dwie, grubsze osoby mogły się na schodach wyminąć. Nie wspomnę już o wnoszeniu mebli po krętych schodach. Chciałabym to kiedyś zobaczyć!
3. Afrykańscy imigranci preferują handel obnośny, a dokładniej, na głowach lub plecach, taszczą olbrzymie toboły. Jest to nic innego jak stosy „markowych” torebek, zawiniętych w prześcieradła. Za pierwszym razem myślałam, że wszyscy idą do pralni…
4. 25 stopni to zimnica. Kobiety noszą wtedy kozaki, rajstopy i ocieplane trencze.
5. Faktory do opalania do fanaberia – najlepsza jest spalenizna na oliwkę Nivea!
6. Rak piersi? Gdzie tam! Opalanie tylko toples!
7. W bramce metra wchodzi się od prawej strony. Naród leworęcznych?
8. Moda uliczna nie istnieje! Hiszpanie ubierają się bardzo marnie. Noszą przypadkowe szmaty z 3 świata, ani modne, ani wystylizowane, ani dobrane. Dobrze, że Gaudi ubarwił ulice, bo inaczej byłoby słabo.
9. Hiszpanie są wysocy i bardzo szczupli, podczas gdy kobiety są raczej niskie, często nieurodziwe i przygrube, zwykle. Szkoda.
10. Repertuar kin jest bardziej zacofany niż Polski! Zwycięstwo!
11. Po co Amerykańskiemu turyście mapa? Żeby mógł wprowadzić poprawne dane do iPhone’a ;]
12. Amerykański turysta przemieszczający się po dzikim, europejskim lądzie, zawsze ma na głowie baseballówkę, a na plecach plecak. Zawsze!
13. W spożywczaku nie ma twarożku, ani białych serów.
14. Praktycznie nie ma bezdomnych zwierząt, a i tych z domami jest jak na lekarstwo.
15. W restauracji, za siedzenie w ogródku, należy dopłacić do rachunku.
16. Przepis na plażowe Mojito, przygotowywane przez tureckiego imigranta: Zakop lód w piasku, umyj w morzu metalowe wiaderko, a drewniany moździerz wytrzyj o koszulę. Następnie krusz lód, dosypuj listków mięty, a drugą dłonią wyjmuj cytrynę. Dłoń wytrzyj w spodnie. Dosyp białego cukru i wszystko ponownie wymieszaj. Rozlej do plastikowych kubków i ustaw je na tacy. Chodź po plaży, w jednej dłoni dzierżąc tace, a w drugiej butelkę z rumem(?). Marketing bezpośredni jak malowany!

A może Wy również macie ciekawe obserwacje?