Alice in Warsawland: Do lata, do lata, do lata piechotą będę szła...

środa, 24 listopada 2010

Do lata, do lata, do lata piechotą będę szła...


W pierwszych dniach września łudziłam się, że to chwilowy zanik ciepłej aury, a jesień przyszła tylko na moment i wycofa się na rzecz przedłużonego lata. Z połową października martwiłam się już tylko tym, żeby przeżyć zapowiadaną zimę stulecia, której pierwsze oznaki miały się rychło pojawić. Nadszedł listopad, śniegu nie ma, temperatury sensownie dodatnie a ja wciąż żyję bez odmrożeń! Aż do dziś kiedy zawiało prawdziwie arktycznie. A wieczorem nawet jakiś niby sniego-deszcz popadał!

Naprawdę staram się myśleć pozytywnie, bo ta pora roku… może inaczej- każda inna pora roku niż lato jest dla mnie trudna do zniesienia. Jest ciągle zimno! Nic tylko zimno! I kolorowe liście czy białe płatki śniegu naprawdę nie zastąpią mi promieni słońca na twarzy i ciele. Ale zbaczam z tematu, bo miało być zupełnie o czymś innym.

Koniec lata to nie tylko koniec dobrej pogody, ale przede wszystkim koniec imprezowej stolicy. No może nie koniec sensu stricte, ale o wiosenno-letnich eventach można zapomnieć. Było to smutne pożegnanie (w najlepszym razie rozłąka), ponieważ Warszawie w tym roku, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, udało się chociaż otrzeć o berlińską atmosferę. Napawa to niekłamanym optymizmem, ponieważ pokazuje, że wśród młodego pokolenia nastąpiło wyraźne przewartościowanie. Oczywiście można stwierdzić, że po prostu zmieniła się moda z nadętego, snobistycznego lansu w Cynamonie, na lekko alternatywny i przybrudzony lans na krawężniku w PKP Powiśle czy przed Planem B. Możliwe, że to tylko hipsterska fanaberia, ale jest szansa, że w Polsce na dobre zagości większe wyluzowanie i dystans, którego naszemu, upchniętemu w konwenanse narodowi nieco brakuje.

To, co jest natomiast smutne, to brak zimowych alternatach dla PKP, Cudu nad Wisłą, 5 10 15 czy Placu Zabaw. 1500m2 i Sen Pszczoły robią co mogą, ale efekty bywają różne. I co gorsza, droższe. Za wjazd do klubu płacimy średnio 10-15 zł, podczas gdy w Krakowie (mieście posiadającym nieporównywalnie ciekawszą ofertę klubową) wszędzie wejdzie się za darmo.

Co zatem począć przed Świętami? Możemy zawsze udać się do Capitolu z selekcją, a w środku delektować się nieokiełznanym zastępem szalejących 16latek :-) Albo do Platinium z podstarzałymi sponsorami przy barze. Nie, to ja już chyba wolę zapłacić i przebywać w miejscach niewymuszonej nonszalancji niż sztucznego pozowania pod ścianą. Albo zostać w domu i starać się przespać zimę! Albo czytać książki. To dopiero byłoby hipsterskie!!! :-)

4 komentarze:

  1. PKP Powiśle organizuje oglądanie Kevina w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, wiec jak można stwierdzić, że nie ma żadnych ciekawych eventów! To ownuje wszystko! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. haha racja! Event i to jakiej wagi! Szczególnie po tym jak Polsat usunał Kevina z ramówki...

    OdpowiedzUsuń
  3. oczywista! najważniejszy punkt świąt musi zostać zaliczony :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To kupujemy koce z rękawami, bierzemy leżaki i będziemy dziećmi z dworca Zoo

    OdpowiedzUsuń