Alice in Warsawland: Only sky is the limit

czwartek, 13 września 2012

Only sky is the limit


Niewiele jest lepszych doznań, niż to przeżywane podczas wzbijania się samolotem nad poziom chmur. Ten moment, gdy pierwsze promienie słońca, które na ziemię nie dochodzą, delikatnie ogrzewają twarz. Bezcenny. Czuje się wtedy, że nic nie musi trwać wiecznie, nawet mrok okalający jesienną ziemię. Nieskończoność. Jakie to proste, wystarczy jedynie wejść na pokład samolotu, aby poczuć radość i nadzieję.

Już sam start jest ekscytujący. Koła odrywają się od pasu startowego, a ciśnienie w uszach uderza tępym ciosem w tył głowy. Czuje się bezwładność, lekkość, jak gdyby dusza chciała uwolnić się z ciała, dryfować. Następnie ziemia oddala się, staje się coraz mniejsza, monochromatyczna, nieistotna, błaha. Przebijamy się przez warstwy chmur, przez symboliczne wrota do innego wymiaru. Raz są gęste, mięsiste, białe niczym bita śmietana. Chciałoby się je jeść łyżką. Innym razem są rzadkie i porwane, podobne do welonu powiewającego na głowie panny młodej lub do waty cukrowej trzymanej w ręku przez 3 letnią dziewczynkę. Jeszcze kilka sekund, kilka wzniesień i już nic nie będzie nas obchodzić, pozostanie jedynie pustka błękitu nieba.

I to uczucie jakby się stało w miejscu, a nie pędziło przez przestworza. Czasem obok przeleci inny samolot to mamy szansę zrozumieć jak szybko oddalamy się od domu. Albo do niego wracamy. Gdy tylko niebo jest limitem nic zdaje się nie mieć większej wartości. Jest czysto, spokojnie, bez kontroli, bez odpowiedzialności i trosk. Lekko. Lekko.

1 komentarz:

  1. Kocham latać! Jako dziewczynka zawsze marzyłam o byciu pilotem :)

    OdpowiedzUsuń