Alice in Warsawland: Dobry bulwers nie jest zły!

poniedziałek, 1 lipca 2013

Dobry bulwers nie jest zły!


Zdaje się, że ludziom nigdy się nie dogodzi. Nie wiem czy to kwestia Polaków czy też cala populacja jest skażona malkontenctwem, ale wprawia mnie to w głęboką konsternację. Już tłumaczę o co mi tym razem chodzi. 

Mieliśmy w tym roku wyjątkowo mroźną i długą zimę. Ja osobiście straciłam wszelką nadzieje, ze ona kiedykolwiek ustąpi w momencie, gdy w zaspach śniegu przedzierałam się z koszyczkiem wielkanocnym do kościoła. Gdy pod koniec maja wciąż nosiłam jesienny płaszcz, miałam haniebne myśli samobójcze. Nie było słońca, nie było ciepła, znikąd szukać nadziei! W końcu, gdy wszyscy przypominaliśmy już White Walkerów z Gry o Tron, nastąpiła pora monsunowa, a wraz z nią zwiastun cieplejszych dni. 

Wiosna, jak to bywa już od kilku sezonów, przeszła niezauważona, by błyskawicznie ustąpić miejsca kapryśnemu latu. Sinusoidalne temperatury wprawiały i wciąż wprawiają wszystkich w stan rezygnacji i wewnętrznego rozbicia. Lato droczy się z nami, bawi w kotka i myszkę, a ludzie narzekają, że nie wiedzą jak się ubierać, bo jednego dnia jest 35 stopniowy upał, po czym w nocy następuję powódź i budzimy się w 13 stopniowym chłodzie. Faktycznie, pogoda iście wyspiarska, ale lepsze to niż epoka lodowcowa, to nie ulega dyskusji.

W połowie czerwca rozpoczęły się upały. Kilkudniowe niestety, ale ponad 30 stopni na termometrze i błękitne, cudownie bezchmurne niebo, pozwoliły choć na chwilę wygrzać na słońcu nasze białe niczym ściana, ciała. Wydawałoby się, że każdy normalny człowiek, odmrożony po 8 miesiącach zimy, będzie wniebowzięty. Tymczasem co się okazuje? WSZYSCY NARZEKAJĄ, ŻE ZA GORĄCO! Że duszno, że nie da się wytrzymać! Jedyne co mam w głowie słysząc takie bluźnierstwa to cytaty z Dnia Świra, więc milknę….

Wszechobecna klimatyzacja najbardziej daje czadu w pracy i komunikacji miejskiej. W tych pomieszczeniach ciągłym utyskiwaniom, że duchota, gorąc, masakra nie ma końca. Tak samo jak walkom o pilota do klimatyzacji. Jedni chcą bowiem siedzieć w chłodni, inni, Ci ubrani stosownie do pogody, wolą otworzyć okno, doceniając fakt, że nie jest zaklejone soplami lodu.  Ci pierwsi podczas wybitnie długiej zimy wyhodowali chyba nowe pokłady naturalnego ocieplacza i lato ich wyraźnie zaskoczyło. Ich zastałe ciała nie zaznały żadnych form ruchu, poza odśnieżaniem samochodu, od blisko roku, co widać po taktycznie dobranej, oversizowej garderobie. Po miesiącach obżarstwa nie mieszczą się bowiem w letnie ciuchy, a potem narzekają, że się duszą w swetrach podczas upału.

Nie pozostaje mi zatem, jak zaryzykować śmiałego stwierdzenia, że ludzie są nienormalni. I to nie w ten fajny sposób. Gdy im zimno to się przegrzewają, gdy ciepło - ochładzają do przesady. Najpierw nie szanują zdrowia, pracując niewolniczą pracą, potem zarobione pieniądze wydają na lekarzy. Takich absurdów jest cała masa. Mało kto zna swój organizm, a jeszcze mniej osób w ogóle zwraca na niego uwagę. Jarają szlugi, zapychają się słodyczami, zalewają żołądki kawą i alkoholem. Żyją jak krety, wychodząc z fabryk dopiero po zmroku. Niesamowite, że już Szekspir o tym pisał w Hamlecie. Ale najgorsza i tak klimatyzacja!

Musicie mi wybaczyć ten wylew utyskiwań i żali. Długo nie pisałam, a tu wracam z bulwersem, ale musiałam dać upust swojej irytacji. Takie mam przemyślenia, jako osoba nienawidząca chłodu, mrozu, zimna. Choruję od zamrażania mnie sztucznym nawiewem i nigdy nie zrozumiem ludzi, którym jest zbyt gorąco. Cały rok czekam na kilka dni upałów i też nie jest mi to dane. W dodatku jestem zwolenniczką i orędowniczką życia w zgodzie z naturą i własnym ciałem, gdzie tylko mogę staram się mieć to na uwadze, a chłód w lecie to zło! Dam jednak spokój, wszyscy chyba zrozumieli, temat wyczerpałam, a o wszechobecnym grzybie w klimatyzacji nie ma co wspominać. Ochłodzenie do 18 st + infekcja gardła gratis. Smacznego, na zdrowie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz