Alice in Warsawland: OPEN

piątek, 16 grudnia 2011

OPEN


Uwielbiam symetrię i portrety en face. W takim sposobie przedstawiania rzeczywistości odnajduję swoiste uporządkowanie, elegancję i prostotę, która do mnie przemawia, która zaspokaja moje estetyczne rządze. Dalej, jedno z najśmieszniejszych dla mnie przysłów, a mianowicie „Nie ocenia się książki po okładce” tak bardzo kłóci się z moim spojrzeniem na świat, że ilekroć je słyszę, to nie mogę uwierzyć w naiwność twórcy tych słów. Bardzo mierzi mnie pseudointelektualizm i zaprzeczanie pierwotnym instynktom, czystej biologii. Oczywiście, że oceniamy książkę po okładce, tak jak i ludzi po wyglądzie. Jest to pierwsza rzecz, która przykuwa naszą uwagę i powoduje komunikat zwrotny. Jasne, że w dalszym rozrachunku okładka/wygląd zewnętrzny, tracą na znaczeniu na rzecz treści/osobowości, jednak gdyby pierwsze wrażenie było fatalne, to być może wnętrze nigdy by nikogo nie miało szansy zainteresować.

Okładka autobiografii Andre Agassiego to według mnie prawdziwe cudo. Na twarzy tenisisty maluje się tak wiele emocji i uczuć, że są one niemalże przytłaczające. Już choćby zbyt długie wpatrywanie się w fotografię, powoduje u mnie smutek i melancholię. Co więcej, ekspresja Agassiego jest idealnie spójna z treścią życia, które starannie opisał, wiernie wymalowanego w jego oczach, zmarszczkach i grymasie twarzy. Patrząc mu w oczy czuje się ten ból, który zamęczał go od 4 roku życia, od pierwszego dnia spędzonego na korcie. Widać porażki, upadki, rozczarowania, pogubienie. Widać wszystko. A jakby ktoś miał wątpliwości to po pierwszym akapicie autobiografii szybko się rozwieją: „Otwieram oczy i nie wiem, gdzie ani kim jestem. Nie jest to znów tak bardzo niezwykłe uczucie – połowę życia spędziłem, nie wiedząc. Mimo to jest jakoś inaczej. Ta dezorientacja jest bardziej przerażająca. Bardziej krańcowa.

Open jest najlepszą biografią jaką dotychczas miałam okazję przeczytać. Jeśli pewnego dnia zdecydowałabym się napisać książkę o sobie, to jestem pewna, że uczyniłabym to w dokładnie taki sposób co Agassi, a raczej J.R. Moehringer. Przemawia do mnie przede wszystkim dlatego, że jest szczera i ujmująca prostotą, przez co inspirująca i skłaniająca do refleksji. Oglądając Agassiego na korcie nie miałam pojęcia jakim jest człowiekiem i z czym się borykał. Miałam również inne wyobrażenie o życiu zawodowych tenisistów, o życiu jego rywali. Jest to jedna z tych pozycji, która otwiera oczy i przywiązuje do siebie. Uzależniłam się od historii Andre do tego stopnia, że zaczęłam dozować sobie ilość dziennie przeczytanych stron. Tak bardzo nie chciałam skończyć czytać. Wspaniała książka i wspaniały człowiek. Nie może być inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz