Alice in Warsawland: Brunetka w żółtej sukience

poniedziałek, 15 października 2012

Brunetka w żółtej sukience

"Z wielkim żalem śledziłem, jak ostatnia miłość mojego życia odchodzi od bankomatu, jeszcze kawałek idzie Jana Pawła i na zawsze, na zawsze skręca w Pańską. Kolejny raz w dziejach wielkie uczucie przegrało z pieniędzmi. Nagle ogarnęła mnie potworna złość, byłem zły na bankomaty, których jeszcze parę lat temu nie było. Ogarnęła mnie furia, przypomniałem sobie o upadku muru berlińskiego i byłem przeciwko upadkowi muru berlińskiego, wszyscy entuzjaści rozbijający murarskimi młotami mur berliński zabierali mi brunetkę w żółtej sukience, i byłem przeciwko „Solidarności”, bo „Solidarność” zabierała mi brunetkę w żółtej sukience, i Lech Wałęsa zabierał mi brunetkę w żółtej sukience, i Jan Paweł II wołający: zstąp, Duchu Święty zabierał mi brunetkę w żółtej sukience. Boże mój, Duchu Święty – pomyślałem – gdyby wszystko było po staremu, gdyby komunizm nie upadł, gdyby nie było wolnego rynku, gdyby w tej części Europy, w której się urodziłem, nie nastąpiły rozliczne przemiany, nie byłoby tu teraz bankomatów, a jakby nie było bankomatów, wszystko pomiędzy mną a ciemnowłosą pięknością w żółtej sukience ułożyłoby się jak trzeba."

Jak ja mogłam żyć tyle lat bez Jerzego Pilcha? Wzbraniam się ze wszystkich sił przed polską literaturą i sztuką wszelakiej maści, nie wiedząc ileż tracę, ba, nie interesując się tym nawet! „Pod mocnym aniołem” też dałam wcisnąć sobie w momencie nieuwagi, niby przypadkiem. Wyraziłam chęć przeczytania jej, mówiłam jednak po kilku kieliszkach wina, a pech chciał, że rozmówca mój wypił znacznie mniej. W efekcie on zapamiętał tę żarliwą chęć przeczytania owej pozycji, a żarliwa bynajmniej nie była, po prostu kiwałam głową, żeby nie zasnąć chyba, nie pamiętam zresztą. Także wskutek kilku mniej świadomych decyzji lub chichotu losu wpadła mi w ręce pijactwem przesiąknięta proza Pilcha i uwiodła mnie od pierwszego zdania. W końcu literat kochający jak ja zdania wielokrotnie złożone! Mój Boże, pierwsze zdanie zawiera 68 wyrazów, 10 znaków interpunkcyjnych i morze treści. W końcu autor wertujący słowniki synonimów, związków frazeologicznych i inne skarbnice polszczyzny, nie zatrwożony by ich zawartość zuchwale używać. Pewnie duża zasługa w tym przypada wódce, która ośmiela i zawsze stanowi dobrą wymówkę, ale tym lepiej nawet! „To nie ja pisałem, to wódka.” Nie ważne! Cokolwiek by to nie było, chłonę każde zdanie! Najchętniej bym się nimi wysmarowała. Wtarła w skórę pojedyncze wyrazy i oddychała nimi codziennie. Albo w dziąsła, żeby do krwi lepiej uderzyły! Cokolwiek, byleby wpaść w ten sam, niepowstrzymany strumień ciągu świadomości. Panie Jerzy, zdrówko!

2 komentarze:

  1. przeczytaj (o ile nie czytałaś) "balladyny i romanse" ignacego karpowicza. też się wzbraniam przed polską literaturą, ale to była naprawdę fajna pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooook, kupię! Czemu nie ;-)

    OdpowiedzUsuń