Alice in Warsawland: Pisać każdy może...

środa, 24 października 2012

Pisać każdy może...

- Powinnaś pisać bloga! – Wykrzyknęła Basia z błyskiem w oku, trzymając w dłoni widelec, którym dziubała szpinakowy quiche.
- Basiu, ale ja piszę bloga… - odpowiedziałam trochę zbita z tropu.
- No piszesz, ale rzadko, nie promujesz go, piszesz bardziej dla siebie niż dla czytelników. A powinnaś szerzej!

Basia niewątpliwie miała rację, w końcu sama blogowała od dawna, nawet z pewnymi sukcesami. Rzeczywiście, powinnam pisać częściej. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego zatem tego nie robię? Na pewno nie będę zasłaniać się największym z kłamstw – brakiem czasu. Nie, nie, dałabym radę znaleźć czas. Wykrzesałabym go. O co zatem chodzi? Brak weny? Brak pomysłów? Lepsze zajęcia? Odpowiedzi jest kilka, ale wyselekcjonowałam trzy najważniejsze.

Po pierwsze – mania doskonałości.
Każdemu autorowi, nieważne czy piszącemu, grającemu, malującemu czy robiącemu na drutach, zawsze zależy na efekcie doskonałym. Jest to wielka pułapka twórcza, ponieważ stan zadowolenia własnym dziełem jest niczym fatamorgana. Wydaje Ci się, że ją widzisz, po czym znika bez śladu. Zawsze jest coś do poprawy, do zmiany.

Każdy life coach i trener motywacyjny zgodzi się, że najważniejsze w sukcesie, jest działanie, a nie bierne planowanie. Nic nie osiągniemy poprzez niewykorzystane, niezrealizowane pomysły. Należy robić, robić, robić i udoskonalać się w trakcie trwania procesu twórczego. Wiem o tym i ja sama, jednakże z każdym tekstem czuję na plecach zimny pot, że to co piszę jest miałkie i niejeden gimnazjalista bez doświadczenia i wykształcenia poradziłby sobie lepiej. Na szczęście, gdy sięgam później po prasę, czy to kolorową, kobiecą czy codzienny dziennik, oddycham z ulgą. Uff, jednak pisać nie każdy potrafi, może coś tam jednak umiem.

Innym problemem jest rozterka, czy poruszany przeze mnie temat kogoś w ogóle zainteresuje. Myślę sobie: „Przecież wszyscy to już wiedzą!”, albo „Cóż za banał”, lub rzadziej „To już było”. Co mnie wtedy ratuje? Oczywiście artykuły konkurencyjne. Okazuje się, że tak naprawdę nie ma wyczerpanych tematów. Nie ma przebrzmiałych treści. Jedyne na co warto zwracać uwagę to na świeże podejście do omawianego aspektu i przystępną formę. Nic prostszego…;-)

Kilka tygodni temu, znajomy bloger, z zawodu strateg z wieloletnim doświadczeniem i wielką wiedzą, podesłał mi swój tekst do zaopiniowania. Nie byłam być może tego dnia nadzwyczaj delikatna, biorąc pod uwagę fakt, że ów kolega robił wszystko, aby mnie zdenerwować i postanowiłam dać mu nauczkę. Pokazać czarno na białym ile zrobił błędów, ile nielogicznych konstrukcji słownych stworzył, ile zdań bez polotu popełnił. Prawy margines krwawił purpurą komentarzy, a ja się świetnie bawiłam. W końcu tak fajnie jest kogoś pouczać, prawda? Nie jestem żadną wyrocznią stylu pisarskiego, nie jestem też proof readerem, ale otrzymawszy tak wdzięczny organizm do pracy, miałam szalone używanie. Prawda jest też taka, że głaskanie po głowie niczego nie uczy, a ja chciałam mu uświadomić popełnione błędy. Mnie samą kolega copywriter karcił, zamęczał, zawstydzał błędami. Ba, w którejś z kolejnych prac wyklinali mnie za źle stawiane przecinki! Co tam jakość treści, PRZECINKI!!! Wiem zatem, że są to kwestie ważne, ale nie najważniejsze. Przypomniał mi o tym mój kolega właśnie.

Otrzymawszy mój feedback skwitował go następująco: „Dziękuję, niektóre uwagi są fajne, skorzystałem z nich, ale jakbyś mój pierwszy post blogowy tak zjechała to nigdy nie odważyłbym się pisać! A piszę, blog dobrze prosperuje, ludzie chcą mnie czytać. Jaki z tego wniosek?”
Dobre pytanie!

Drugą przeszkodą jest nie merytoryczna krytyka.
Nic tak nie podcina skrzydeł jak internetowe haterstwo. Oczywistym jest, że tylko osoba, która nie robi nic, nie będzie krytykowana, ale uwierzcie, odechciewa się robić cokolwiek, gdy czyta się pod swoim adresem inwektywy. Często zdają się być one próbą psychoanalizy mojej osoby, innym razem są zwyczajnie prostackie. Za każdym jednak razem nie mogę wyjść z negatywnego wrażenia jak ludzie potrafią być podli i jaką władzę czują jako internetowe anonimy. Często mnie to wręcz bawi, gdy co poniektórzy wyciągają błyskawiczne wnioski, że teksty mojego autorstwa to odbicie lustrzane mojej osoby. Czasem faktycznie piszę z bardziej osobistej perspektywy, ale przeważnie bardzo unikam personalnych wywodów. Od tego mam uszy i oczy przyjaciół, a nie bloga.

Raz zdarzyła się wręcz sytuacja kuriozalna, gdy mój znajomy hatował mojego posta u siebie na Facebooku. Przypadkowo wcześniej odrzuciłam jego koślawe zaloty i chyba postanowił wziąć w ten sposób odwet. Przez ułamek sekundy nie mogłam uwierzyć własnym oczom, ale gdy nasi wspólni znajomi zaczęli pisać do mnie prywatne wiadomości, że ten delikwent bardziej ośmieszyć się nie mógł i w ich oczach właśnie zarył w moralny muł, poczułam siłę i radość. Radość, że hater zawsze prędzej czy później zginie od obosiecznego miecza, którym jest, nie wiem, zawiść? Nienawiść? Brak poczucia własnej wartości? Kompleksy? Zwał jak zwał, ale dzięki temu uświadomiłam sobie jak wiele cudownych osób mnie otacza. I bynajmniej nie klakierów, ale takich, którzy bez wbijania szpil potrafią konstruktywnie ocenić moją pracę. Dla nich właśnie piszę. Dla nich i z potrzeby serca, jakkolwiek górnolotnie i romantycznie by to nie brzmiało.

Na koniec trzeci, najmniej sensowny z powodów pisarskiej apatii. Często uważam, że pisanie bloga jest bez sensu, bo przecież nikt tego nie czyta. A skoro nikt nie czyta to mogłabym równie dobrze pisać do szuflady. A skoro pisać do szuflady to po co pilnować systematyczności? O nie, to już zakrawa o lenistwo! Na szczęście, znajoma psycholog powiedziała mi ostatnio ciekawostkę, którą zgrabnie dla siebie zaadaptowałam. Mianowicie: „Lenistwo nie istnieje. Istnieje tylko zaniechanie działań wywołane obawą, lękiem lub innymi czynnikami”. Stawiam sobie w związku z tym październikowe postanowienie noworoczne – koniec z wymówkami! Będę pisać, pisać, pisać i nic na to poradzić nie mogę! Może ktoś w końcu przeczyta, nie opluje, doceni. A może nie, ale ja będę się przynajmniej szerzej uśmiechać.

2 komentarze:

  1. poproszę button like. to też szerowalność ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że słowa dotrzymasz. Masz talent i nie powinnaś go chować przed światem.

    OdpowiedzUsuń