Alice in Warsawland: Bądź chwalipiętą

wtorek, 19 lutego 2013

Bądź chwalipiętą

„Oczekuję od pracodawcy dwóch rzeczy – żeby mi płacił i żeby mnie chwalił.”

Mój kolega nie ma złudzeń. Wie, że spośród szerokiego wachlarza czynników motywacyjnych podnoszących jakość pracy, dwa liczą się najbardziej. Ten pragmatyczny, czyli godne wynagrodzenie za wykonywane czynności oraz empiryczny, czyli pochwały za dobrze wykonane zadania. W Polsce pokutuje przekonanie, że najlepsze efekty uzyskuje się dzięki metodzie marchewki i kija, ale na szczęście trendy powoli się zmieniają. Niezależnie od dziedziny specjaliści zauważają, że ludzie są zdecydowanie bardziej wydajni w działaniu, jeśli motywacja jest pozytywna aniżeli negatywna. Widać to zarówno w walce o lepszą figurę (tutaj prym w nagradzaniu wiedzie Ewa Chodakowska, ciepło i merytorycznie zagrzewając dziewczyny do ćwiczeń, ale też autorki fan page’u Fanatycy Sportu udowadniają, że pokazywanie wzorów do naśladowania daje lepsze rezultaty niż straszenie otyłością) jak i w coachingu czy każdej liczącej się dla nas sferze działań.

Docenienie i pochwała mają niewiarygodnie silną moc sprawczą. Pomagają utwierdzić się w przekonaniu, że to co robimy ma sens i jest zauważone, że nie marnujemy czasu. Dodaje nam odwagi w momentach zwątpienia i wspiera w działaniu. Słysząc tylko krytyczne uwagi i ciągłe niezadowolenie, czy to szefa, partnera czy rodzica, coraz trudniej znaleźć w sobie siłę do pobudki z uśmiechem w dniu następnym. A o włączeniu komputera z przekonaniem o wartości wykonywanej pracy nie wspominając. Zaczynamy wierzyć w to, że jesteśmy beznadziejni i nic nie warci. Błąd!

Pozytywna motywacja działa na każdego niezależnie od wieku. Nie ważne czy mamy rok i dziadkowie biją nam brawo za postawienie pierwszych kroczków, czy właśnie dostaliśmy się do wymarzonej pracy lub mąż pochwalił nas za wyśmienite żeberka w miodzie. Komplement od autorytetu, najlepiej jeśli merytoryczny, wprowadza w ruch całą machinę hormonalną, która chemicznymi sztuczkami przywołuje szeroki i szczery uśmiech na naszej twarzy. „Super, udało Ci się błyskawicznie umyć naczynia!” żona chwali, a mąż dumny jak paw i merdający ogonkiem niczym Golden Retriever z reklamy Pedigree zapomina o tym, że zmywanie jest nudne i jedyne o czym marzy to o kolejnej dawce brudnych garów i kolejnej pochwale. Gdyby natomiast ta sama żona skomentowała mycie naczyń jako powolne i niedokładne, ten sam mąż szybciej kupiłby zmywarkę niż raz jeszcze naraził się na widok jej karcącego grymasu na twarzy. Gorzej, gdyby nie byłoby go stać na zmywarkę lub miał leniwego psa, niedokładnie zlizującego resztki z talerzy. Albo kota z godnością, gardzącego ludzkim pożywieniem. Dramat goni dramat! O ile łatwiejsze staje się zatem życie z pochwałami?

Proces pochwał i nagan zaczyna się już w dzieciństwie. To wtedy rodzice wybierają jaką ścieżkę rozwoju chcą zastosować podczas wychowywania swojego klona. Zdarza się, że opiekunowie nie zawsze wystarczająco dużo chwalą swoje dzieci. Część z nich nie chce rozwydrzyć swoich pociech, a inni boją się, że nadmierna aprobata rozleniwi je lub sprowadzi na nie niechęć otoczenia (kiedyś mówiono o urokach ;). Wolą stawiać na mobilizującą, ich zdaniem krytykę, która pozwoli dzieciom co i rusz przekraczać kolejną granicę ograniczeń. Na niektórych to działa, u innych jednak może spowodować obniżenie poczucia własnej wartości. Nieustanna i zawsze obecna krytyka, nawet jeśli wypowiada w dobrej wierze i z życzliwych przesłanek może działać demotywująco i powodować strach przed kolejnymi próbami działań. Dziecko boi się, że nieważne co zrobi nigdy nie sprosta wysoko postawionym oczekiwaniom. Dorasta w tym przekonaniu stając się nieudolnym dorosłym. Nie ma złotych rad i idealnych rozwiązań, podręcznika jak należałoby postępować, ale najważniejsze jest zachowanie balansu i nie szczędzenie pochwał tam gdzie się należą. Oczywiście nikt nie każe nagradzać medalem za każdą, nawet niewymagającą wysiłku czynność, ale nic tak nie dodaje skrzydeł jak słowa uznania w ustach autorytetów i bliskich.



5 komentarzy: