Alice in Warsawland: Nie ma Cię na Facebooku to nie istniejesz

wtorek, 26 czerwca 2012

Nie ma Cię na Facebooku to nie istniejesz


Janusz Wiśniewski to prawdziwy trendsetter. W 2001 roku ukazała się książka jego autorstwa, o przewrotnie melancholijnym tytule "Samotność w sieci". Wówczas to wyrażenie dopiero raczkowało, nieśmiało uśmiechało się w stronę przyszłości, która miała dopiero nadejść. Obecnie nabrało już rzeczywistej, realnej, w pełni ukształtowanej postaci i towarzyszy większości heavy userów nowych mediow w wędrówce po cyber świecie.

Gdzie jest granica, kiedy technologia przestaje ułatwiać codzienne życie, a zaczyna od niego odciągać i upośledzać w relacjach? Psychologowie bija na alarm! Nowocześni rodzice doprowadzają do sytuacji w których ich dzieci, w pierwszej kolejności uczą się obsługiwać iPady, a dopiero później zaczynają mówić i chodzić. Zamiast zabaw w piaskownicy, która dostarcza szeregu bodźców (dotykowych, wizualnych, smakowych nawet), rodzice zostawiają swoje cyber dzieci na godzinkę z Angry Birds. Zamiast ukladać klocki i biegać po podwórku, maluchy przekładają wirtualną Jenge lub skaczą przy Wii albo PlayStation Move. Jest gorzej- zamiast pisać rączką po papierze, najmłodsi szybciej zapamiętują układ i kształt literek na klawiaturze.

Ostatnio u kolegi na Facebooku zobaczyłam zdjęcie jego 2 letniego syna, siedzącego z rówieśnikiem na sofie. Wydawałoby się, ze chłopcy będą pochłonięci własnym towarzystwem, lecz nic z tych rzeczy. Każdy siedział ze swoim iPadem na kolankach i stukał we własną grę! No nikt mi nie powie, ze to jest normalne i korzystne dla emocjonalnej i psychicznej higieny. Kolega, który sam jest „geekiem”, z syna jest dumny i nie widzi w takim modelu wychowania nic niewłaściwego. Ani w tym, ze jego syn podchodząc do wyłączonego TV chce go paluszkiem odblokować niczym iPhone’a. Tylko, że kolega ma 35 lat i dopiero jako dorosły człowiek zetknął się z zaawansowanymi technologiami, dzieciństwo zaś miał typowe dla tamtych czasów i dnie spędzane na świeżym powietrzu na offlinowych zabawach z rówieśnikami, wspomina z rozrzewnieniem. Dlaczego wiec pozbawia go własnych dzieci? Nie wiem.

Z nastolatkami i dorosłymi nie jest lepiej. Codziennie możemy zaobserwować, jak milcząco siedzą obok siebie w kawiarniach, każdy macając swojego smartfona. Potrafią nawet w tym samym czasie siedzieć na Fejsie i wirtualnie ze sobą rozmawiać, podczas, gdy w realu cisza. Sama ostatnio tego doświadczyłam, gdy spędzałam czas z kolegą, z którym nie widzieliśmy się od roku i każdy gmerał na swoim iPhone’nie. Na swoją obronę mam tylko tyle, ze on zaczął pierwszy i zwyczajnie musiałam się czymś zająć...

Pojawiają się pierwsze artykuły i raporty o wpływie nowych technologii na ludzi. Określono nawet nowe zjawisko, tzw. syndrom smartfona, czyli specyficzne skrzywienie twarzy, wynikłe przez pochylanie się nad ekranem. Nie wiem, może, gdy ludziom zaczną rosnąć drugie brody to się zastanowią, ale śmiem wątpić.

Córka mojej przyjaciółki w wieku 2 lat potrafiła mówić całymi zdaniami, miała rewelacyjnie rozwiniętą wyobraźnię, przez co opowiadała wciągające i ciekawe bajki oraz miała niesamowitą, jak na swój wiek, pamięć. Jedyna technologia z jaką miła styczność to maksymalnie godzina dziennie z bajkami animowanymi. Starymi bajkami Disney’a, Moniką i Kulfonem, a nie psychodeliczną sieczką z Minimaxa. Rodzice cyber dzieci powiedzą, ze to nie ma związku, że każde dziecko rozwija się inaczej. Wszystko to prawda, ale co jeśli ich dziecko również miało potencjał, który zwyczajnie nie miał szans się rozwinąć?

Idąc dalej tropem techno- kiedyś najniższą forma komunikacji był telefon. Potem sms, mail, gg. Teraz to już nawet nie wiadomość na FB czy Twitterze, ale "zaczepka" i "polajkowanie" dodawanych na swoim profilu treści! Jak chciałam zadzwonić do chłopaka z którym randkowałam, bo nienawidzę pisać smsów, a on nie znosi maili, to moi znajomi uderzyli na alarm! „No co Ty, nie dzwoń! Pomyśli, że Ci zależy, że wygrał! Telefon = zaangażowanie!". No ja pierdole, jak tu być normalnym?

Kiedyś, gdy człowiek się nudził, bo np. jechał autobusem, albo stał w kolejce, to marzył, myślał, wymyślał. Teraz? Internet ze smartfona. Sami okradamy się z treningu umysłu, z ćwiczenia wyobraźni poprzez dostarczanie gotowych bodźców, prostych rozwiązań. Internet z całym ogromem niefiltrowanych informacji, zamiast nas edukować, wprowadza zamęt i chaos. Jeśli wiemy co chcemy znaleźć, jest ciut prościej, ale któż z nas nie stracił dziesiątek godzin na bezmyślnym surfowaniu po sieci?

Dokąd to wszystko zmierza, pojęcia nie mam. Internet, w tym serwisy społecznościowe, tak mocno zawładnął życiem każdego z nas, że ciężko bez niego egzystować. Jest strasznym i niebezpiecznym nałogiem. Ja obiecałam sobie detox i 10 kroków do trzeźwości. Podobnie moi znajomi. W końcu nic nie powinno zastępować prawdziwych kontaktów międzyludzkich, prawdziwych rozmów, zabaw i żartów. Nie wiem jak Wy, ale ja wolę oglądać prawdziwe uśmiechy, a nie emotikony.

7 komentarzy:

  1. Maksymalnie godzina dziennie z bajkami u 2latki?? To stanowczo za dużo, nawet jeśli ogląda dobre starocie...
    A to, że dziecko mówiło całymi zdaniami, akurat o niczym w tym wieku nie świadczy (nie, nie mam cyberdziecka). W tym wieku rozwój jest skokowy, można dziecku cały czas czytać i przemawiać do niego, ale nie znaczy to, że i ono będzie od razu mówić. Owszem, ułatwia mu się to zadanie, ale tylko (aż?) tyle.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że autorka miała na myśli porównanie. Dziecka 2-letniego z Ipadem lepszym od zabawy z rówieśnikiem, a dziecka które z zaciekawieniem opowiada swoim młodszym siostrom bajki w wieku 2 lat. Godzina dziennie bajek jest tu najmniej istotnym elementem. a krytykujesz tak jakby czytanie to było nic, rozwój dziecka to nic a spędzanie z nim inaczej czasu niż pokazywanie nowych technologii nie miało znaczenia dla jego rozwoju. Śmiem twierdzić, że w całym tekście autorki jest o wiele więcej frapujących wniosków i pytań, niż to, że dziecko mając 2 latka miało super wyobraźnię i pamięć. Nikt mi nie wmówi, że czytanie, zabawy rozwojowe, zabawa na placu zabaw, opowiadanie zmyślnych historii i rozumienie w wieku 1,5 r że coś jest "na niby", mogłoby się wydarzyć, gdyby dziecko nie było stymulowane. I tak kazde dziecko jest inne, każde inaczej sie rozwija, niektóre dwu latki nic nie mówią, co nie świadczy o tym ze nic nie rozumieją, a tylko o tym że któregoś dnia po prostu zaczną mówić zdaniami. Nie zmienia to jednak faktu, że nigdy nie wiesz jakie jest Twoje dziecko i nie stymulujac go, może wiele stracić z najważniejszych lat swojego samorozwoju.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, i pomyśleć, że jestem z moim M. dzięki Sieci właśnie... Na szczęście żadne z nas nie pomyliło rzeczywistości wirtualnej z "realem" i wolało spotkania w parku, niż GaduGadu. Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja po prostu nie uważam, że technologia to jest to co 0-4 latkom jest najbardziej do życia potrzebne. Na wszystko przyjdzie czas, nie ma co przesadzać w dostarczaniu tego typu bodźców zbyt wcześnie. Przecież nie namawiam do wychowywania nowego pokolenia Amiszów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Marcz, chyba kompletnie nie zrozumiałeś/aś tego, co napisałam. "a krytykujesz tak jakby czytanie to było nic" ? Gdzie tu w ogóle jest sens? Tak się składa, że akurat jestem zwolenniczką głównie czytania, nowe technologie dziecku nie są do niczego potrzebne. Uważam, że mogą wręcz zaburzyć jego rozwój - siedząc z nosem przy jakimś ekranie nie rozwinie się tak dobrze, jak dziecko, któremu się czyta, z którym się rozmawia, i po prostu spędza czas RAZEM.

    OdpowiedzUsuń
  6. A czy Ty, droga autorko bloga, nie korzystasz z technologii, którą krytykujesz? Nie uzywasz Ipada? Nie wrzucasz zdjęć na Facebooka (Fejs, to prymitywne określenie) przez telefon komórkowy? Jeżeli tak, to pisząc taki tekst, jesteś wieksza hipokrytką, niż Ci, których krytykujesz w tym tekście.
    Natomiast porównując jednego dwulatka do innego, tylko obnazasz swoją ignorancję na temat dzieci - zakaz oglądania bajek nie ma wpływu na zdolność płynnego mówienia. Każde dziecko rozwija się inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ipada akurat nie używam ;-) ale zgadza się - korzystam z Social Mediów. Nawet w tekście się do tego przyznaję, nie jestem jednak z tego dumna i chcę to ograniczyć w znacznej mierze. Można coś robić, a jednocześnie wiedzieć, że to nie najfajniejsze, np popalać papierosy ;-) Hipokrytą natomiast jest człowiek obłudny, nie mówiący prawdy. A ja mówię ją w 100% :-)

    OdpowiedzUsuń