Alice in Warsawland: Ballada o Żółtej Nakrętce

poniedziałek, 14 marca 2011

Ballada o Żółtej Nakrętce


Odkąd tylko pamiętała, nie lubiła dotyku. Odczuwała szczerą awersję przed kontaktem fizycznym. Reagowała histerycznie na samą myśl o tym, że znowu jakieś parszywe ręce będą ją miętosić i ściskać. Obracać we wszystkie strony, a potem odstawiać na półkę w geście obojętności. Jakby była rzeczą, zwykła nakrętką bez duszy. Jakby nie miała dla nikogo znaczenia, a jej egzystencja była wynikiem prostej kalkulacji. Jakby miała datę ważności, po upływie której wyrzuca się ją ze świadomości, z domu, z pamięci.

Tak, odkąd tylko pamiętała nie lubiła dotyku. Tak naprawdę to nie wiedziała dlaczego, ani kiedy rozpoczęła się jej nienawiść. Czuła się jak Don Kichot w walce z wiatrakami. Wiedziała, że jest na straconej pozycji, że przegra. Czuła, że nie ma wyjścia, w końcu po to właśnie została stworzona. Była efektem żartu, kpiny swojego stwórcy, który musiał cierpieć na maniakalną potrzebę macania! Na pewno tak właśnie było. I fatalny zbieg okoliczności sprawił, że trafiło właśnie na nią, właśnie ona musiała zostać nakrętką. Spośród tylu przyborów i przyrządów. Nakrętka. A wystarczyłoby, że zostałaby zapałkami. Brak dotyku gwarantowany. Życie krótkie, ale pełne podniety, "podjarania". Tak właśnie powinno być. To byłoby fair. Szkoda, że tak szybko musiała się przekonać, że życie wcale nie jest fair. W zasadzie to jest "far far away" od bycia fair.

Jedyne o czym marzyła, co trzymało ją przy życiu to wizja recyclingu. Nasłuchała się, że to możliwość na drugie życie, nową szansę. Wierzyła, że moda zrobi swoje i także jej uda się zaciągnąć do tego programu. Nie przypuszczała nawet, że los zgotował dla niej inne zakończenie.

To była niedziela, chyba maj. Jak zwykle znajdowała się na stole, skąd miała doskonały widok na cały pokój. Na łóżku leżał Michał, jej właściciel. Cierpiał na co po weekendowego kaca mordercę. Widać było, że przez ostatnie dni nie wylewał za kołnierz. Ostatkiem sił sięgnął po nią, zakręcił jej w głowie i upił wielkiego łyka z butelki na której mieszkała. Odniosła wrażenie, że po tym zrobiło mu się jeszcze gorzej. Wstał z łóżka, podszedł do okna i zaczerpnął świeżego powietrza. A przynajmniej wiosennego, bo w Warszawie o świeżość trudno. Zakręciło mu się w głowie i opadł na fotel. Nieszczęśliwy traf chciał, że podczas upadku, w chwili nieuwagi, wypuścił z rąk zarówno butelkę jak i Ją, Żółtą Nakrętkę. Poszybowała prosto przez otwarte okno w szybką podróż w dół. Na szczęście spadła na mięsisty trawnik i nie poobijała się za bardzo. Nieco poturbowana spojrzała w górę. Pierwszy raz od momentu w którym ją kupiono, zobaczyła niebo. Piękne, idealnie błękitne i bezchmurne niebo. Była wolna! Ogarnęła ją euforyczna radość. Zachłysnęła się nowo zdobytą swobodą, w końcu tylko myśli o niej trzymały ją przy życiu. Leżąc tak na trawie ogrzewana promieniami słońca nie zauważyła zbliżającej się postaci. Zanim się obejrzała, Kasia podniosła ją z ziemi i schowała do kieszeni. Od dawna zbierała podobne zakrętki, trzymając je w wielkich słojach znajdujących się na różowych mebelkach jej pokoju dziecięcego. Nie wiedziała dlaczego to robi, ale sprawiało jej to radość. Wydawało jej się, że w ten sposób nadaje ich egzystencji sensu.

Żółta Nakrętka mało pamiętała z tamtego dnia. Obudziła się rano w przytulnym pokoju małej dziewczynki. Leżała na półce, razem z garściami innych nakrętek. Każda była inna i wyjątkowa, wszystkie uśmiechnięte. Nikt ich nie traktował przedmiotowo, każda miała swoje miejsce i swoją historię. Były bezpieczne. Tak jak i Ona. W końcu mogła znaleźć spokój, wykorzystać drugą szansę. I pożyć! Udało jej się. I pomyśleć, że wcześniej bardziej od dotyku nie cierpiała tylko dzieci. Jakże życie bywa przekorne ;-)




P.s: Nie, nie naćpałam się :-P Musiałam coś takiego napisać i pomyślałam, że wrzucę też na bloga. Enjoy.

4 komentarze:

  1. Kocham ten tekst. Chcę więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Basiu, uwielbiam Twój brak umiaru ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. no to w końcu spadła na miękki trawnik i się nie poobijała czy poturbowała się trochę?

    OdpowiedzUsuń
  4. no niepoobijała się za bardzo, ale nieco się poturbowałą :) kobiety mają wielką skalę opisywania odczuć, więc wybacz :P to Ty Michał? :P

    OdpowiedzUsuń