Alice in Warsawland: Oda do pączka!

czwartek, 3 marca 2011

Oda do pączka!


Nie jestem fanką pączków i nigdy nią nie byłam. Należę bowiem do tej innej grupy, skupiającej oddanych wyznawców czekolady. Uwielbiam ją w każdej postaci i w każdych ilościach, o każdej porze roku i dnia. Wielce ubolewam z powodu jej kaloryczności, co stanowi jeden z moich większych życiowych dramatów :-P
Zatem wyjaśniliśmy to sobie – nie lubię pączków! Dziś jednak jest tłusty czwartek, a pączki są niejako wpisane w standard tego dnia. Z tego też powodu postanowiłam go należycie uczcić. Od miesiąca wyobrażałam sobie jak to uda mi się zjeść pączka idealnego – olbrzymiego, oblanego grubą warstwą lukru i z obfitą ilością różanej marmolady wewnątrz. Taki był plan. Problem leżał tylko w logistyce, ponieważ na mojej drodze do pracy nie znajduje się żadna cukiernia, a po pracy po pączkach pozostanie już tylko wspomnienie. Tłumacząc sobie tę stratę dbaniem o figurę porzuciłam marzenie o wymarzonym pączku. Teraz już wiem, że to była bardzo pochopna decyzja! W pracy zostałam obdarowana milionem kalorii w postaci pączka o którym namiętnie śniłam. Był cudowny! I właśnie z małej przyjemnostki postanawiam zrobić nadrzędną zasadę nie porzucania marzeń! Dzisiaj jest to mój powód do dobrego nastroju i przykład na celebrację małych radości. Jak to mówią, mała rzecz, a cieszy! I oby poszło w cycki! ;-)

1 komentarz: