Alice in Warsawland: Żegnaj Knut

niedziela, 20 marca 2011

Żegnaj Knut


Knut nie żyje :-( Zmarł w samotności wczoraj w berlińskim Zoo. Jak dotąd przyczyna śmierci jest nieznana. Miś miał tylko 4 lata i nie cierpiał na żadne poważne schorzenia. Miłośnicy zwierząt na całym świecie łączą się w smutku, ponieważ Knut był nie tylko symbolem, ale przede wszystkim cudownym zwierzęciem, który dawał wielką radość, zarówno zwiedzającym jak i pracownikom Zoo.

Knut był pierwszym od 30 lat niedźwiedziem, który urodził się w niewoli. Odrzucony przez matką został skazany na pewną śmierć. Na szczęście zarząd berlińskiego Zoo nie uległ protestom obrońcow praw zwierząt, którzy argumentowali, że wychowywanie niedźwiedzi przez ludzi jest wielce niewłaściwe i podjęli próbę ocalenia mu życia. Od momentu narodzin jego matką, ojcem i bratem stał się Thomas Doerflein, który bez reszty poświęcił się wychowywaniu niedźwiadka. Był dla niego najlepszą matką jaką Knut mógł sobie wymarzyć. Gdy niedźwiadek nie mógł zasnąć, Thomas grał mu na gitarze i śpiewał stare przeboje Elvisa. Gdy był chory, pielęgnował go całą dobę. Szczotkował mu futerko, nawilżał skórę oliwką. Ich związek był żywo obserwowany przez media, telewizja niemiecka nakręciła szereg filmów dokumentalnych prezentujących relację człowieka i niedźwiedzia polarnego.

Knut od momentu narodzin przynosił berlińskiemu Zoo zysk liczony w milionach euro. Ludzie przychodzi, aby popatrzeć jak przechadza się po zagrodzie, jak się bawi podczas codziennych spacerów, jak je i śpi. Zapanowała prawdziwa „knutomania”. W kilka tygodni po narodzinach niedźwiadek stał się międzynarodową gwiazdą. Można było kupić zabawki przedstawiające jego podobiznę, a także ubrania, zdjęcia, książki i filmy DVD. Knut miał swoje profile na portalach społecznościowych, sekcje sponsorowane w niemieckiej prasie, swoją stronę internetową, a nawet własnego bloga! Produkowano różnorodne słodycze opatrzone jego wizerunkiem. Mało tego, Knut znalazł się również na okładce Vanity Fair razem z Leonardo DiCaprio. Fotografię wykonała sama Annie Leibovitz.

Knut żył krótko i odszedł niespodziewanie. Co ciekawe, identycznie jak jego opiekun Thomas Doerflein, który zmarł 3 lata temu, w wieku 44 lat! Znaleziono go nieżywego w jego własnym domu, a przyczyny jego śmierci długo były nieznane. Dopiero sekcja zwłok wykazała zawał serca. Można powiedzieć, że historie życia małego misia polarnego i jego opiekunka splotły się nierozerwalnie aż do śmierci.

Dla mnie osobiście ta wiadomość była bardzo smutna i przygnębiająca. Pamiętam doskonale moment jego narodzin, widziałam wiele filmów dokumentalnych z jego udziałem. Knut był wyjątkowym zwierzęciem, bardzo mądrym i przekornym. Wielokrotnie potrafił symulować choroby, jeśli nie miał ochoty pokazywać się turystom. Gwiazdorzył. Miał niepowtarzalny charakter i wielka szkoda, że nie dane mu było szczęśliwe i długie życie.



http://www.dailymail.co.uk/news/article-1367921/Knut-dead-German-polar-bear-dies-600-visitors-Berlin-Zoo.html

4 komentarze:

  1. Nawet tego nie przeczytam bo będę płakać - wrażliwa samica ze mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja płakałam pół niedzieli :-( My Atomówki tak już mamy

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda Knuta - ale niestety to jest zwierze - ponoc od smierci swojego opiekuna - serce powoli pekalo mu z powodu smutku. I w koncu padl.

    Pozdrawiam
    dalej mowie - fajne wasy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co z tego, że to jest zwierze?Powinien żyć jeszcze z 16 lat...
    A zdjęcie po niedzieli znika ;]

    OdpowiedzUsuń