Alice in Warsawland: Toscolano Maderno

piątek, 9 września 2011

Toscolano Maderno


Godzinka stania w korku i naszym oczom ukazuje się malownicze miasteczko położone nad jeziorem Garda, otoczone pagórkami, przepiękną roślinnością i serpentynami uliczek. Toscolano nie jest typowym kurortem, raczej próżno szukać w nim turystów, a tych spoza Włoch jest jak na lekarstwo. Przede wszystkim jest to letnie schronienie dla Włochów posiadających w tych okolicach domki letniskowe. W Italii sierpień jest miesiącem urlopowym i w tym okresie wszyscy mieszkańcy państwa wyjeżdżają na urlop. Jedną z destynacji jest właśnie wybrzeże Lago di Garda.

Dom w którym mieszkałyśmy położony był na zboczu góry nad miasteczkiem Toscolano (bliźniacze Maderno znajdowało się nieco na wschód) i aby do niego dotrzeć trzeba wjechać stromymi i krętymi, dość wąskimi uliczkami. Samochodem dystans pod górę pokonuje się w kilka minut, jednak piechotą kosztuje on 30 minut i pół wiadra potu. Warto jednak, ponieważ tuż za bramą mieści się cudowny teren z basenem na środku, idealny do kultywowania dolce far niente. Rozpościerający się z tarasu widok jest więcej niż piękny. Lazurowa tafla jeziora zatopiona pomiędzy miasteczkami i przedpolami gór migocze od jasnego światła, naokoło zaś rosną smukłe cupressus sempervirens, agresywne w wyglądzie agawy, wysokie i rozłożyste palmy, kłujące pinie, pachnący rozmaryn i cała masa kolorowych kwiatów. Nie można chcieć niczego więcej.


Nasłuchałyśmy się od znajomych, że okolice jeziora Garda pełne są amatorów sportów wodnych, w tym windsurferów, dlatego wieczorem postanowiłyśmy zwiedzić okolicę. Tego dnia akurat odbywało się lokalne święto i ulice były pełne ludzi. W wąskich przesmykach porozkładane były stragany z różnościami (głównie produkcji chińskiej) i jedzeniem. Po dwóch rundkach wokół celebrującego tłumu byłyśmy tak syte, że spokojnie mogłyśmy skreślić kolację z listy „must do”. W sklepie spożywczym właściciel namówił nas na kolejną degustację włoskich specjałów i zdjęcie pamiątkowe. Gdzieniegdzie słychać było muzykę na żywo, głównie stare, włoskie szlagiery. Ogólne wrażenia miłe, mimo, że średnia wieku wśród zwiedzających wynosiła albo 1-12 albo 45-90 lat. Po windsurferach lub choćby naszych rówieśnikach ani śladu. Byłyśmy jednak dobrej myśli i postanowiłyśmy się nie uprzedzać, tylko spokojnie poczekać na rozwój wypadków. W końcu przed nami jeszcze 1,5 tygodnia w tych okolicach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz